Nie, a dane są jednoznaczne. Według FAO (SOFIA-2024) na całym świecie 50,5% stad ryb handlowych(1) ocenionych w 2021 r. jest w pełni eksploatowanych, co wyklucza możliwość zwiększenia połowów, a 37,7% jest nadmiernie eksploatowanych. Jedynie 11,8% stad uznaje się obecnie za „niedostatecznie eksploatowane”.  

(1) Stado to populacja ryb (lub jej część) występująca w określonym obszarze geograficznym, która nie utrzymuje żadnych lub prawie żadnych kontaktów z sąsiednimi stadami (P. Cury – IRD) i która w związku z tym może być zarządzana oddzielnie. Granice stada są określone w konwencji. 

Ponieważ rozwój rybołówstwa przebiegał bez ograniczeń, w przekonaniu, że morze jest niewyczerpane. Wbrew powszechnemu przekonaniu rybołówstwo nie jest produkcją. Jest to „pobieranie” zależne od zasobów naturalnych i terytorium. To właśnie dlatego, że niestety zignorowaliśmy te podstawowe fakty, obecny ogólny stan zasobów rybnych na świecie jest niepokojący. W ciągu 50 lat techniki połowowe znacznie się zmieniły. Statki są mocniejsze, a techniki lokalizacyjne coraz bardziej wydajne. Dla ryby ucieczka przed nowoczesnym rybołówstwem stała się prawie niemożliwa. 

Gdy stada ryb są przedmiotem starannego monitoringu ze strony naukowców i są zarządzane w sposób zrównoważony, obserwujemy pozytywne skutki – tak właśnie wygląda sytuacja w przypadku niektórych europejskich stad.  

Ponadto współczesne problemy, takie jak zanieczyszczenie środowiska i emisja gazów cieplarnianych, które są przyczyną zakwaszenia oceanów i globalnego ocieplenia, przyczyniają się do poważnych zmian w różnorodności biologicznej oceanów.  

Podsumowując: zasoby rybne to kapitał, który co roku przynosi zyski. Chodzi o to, by chronić ten kapitał i w razie potrzeby go odbudować, tak aby można było prowadzić zrównoważone połowy, a w dłuższej perspektywie czerpać z niego jedynie zyski.  

Całkowite wyginięcie gatunku ryb, takiego jak dorsz czy tuńczyk błękitnopłetwy, jest możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne. Zawsze pozostanie kilka tysięcy osobników, które powinny zdołać utrzymać gatunek. Trzeba jednak używać trybu warunkowego, ponieważ jedno jest pewne: nawet ogromne stada mogą gwałtownie się załamać pod naporem nadmiernej eksploatacji. Tak właśnie stało się w ostatnich latach w przypadku tuńczyka błękitnopłetwego (Thunnus thynnus) w Morzu Śródziemnym oraz dorsza na Wielkich Ławicach Nowej Fundlandii.  

W 1970 roku połowy dorsza na Wielkich Ławicach Nowej Fundlandii sięgały nawet 800 000 ton. Przez ponad sto lat, począwszy od czasów „terre-neuvas”, dorsz był gatunkiem symbolicznym dla wielu rybaków. Od lat 90. zasoby tego gatunku uległy gwałtownemu i bezprecedensowemu załamaniu. W 1992 roku wprowadzono moratorium zakazujące wszelkich połowów do czasu, aż stado nie wykaże poważnych oznak odbudowy. Środek ten spowodował bezrobocie wśród dziesiątek tysięcy osób. Według kanadyjskich ocen naukowych, nawet po 30 latach moratorium biomasa pozostaje znacznie poniżej historycznych poziomów i nie pozwala na normalne funkcjonowanie biologiczne stada. Badania naukowe pokazują, że ekosystem przeszedł w nowy stan równowagi, mniej sprzyjający dorszowi: 

Nastąpiła ogólna zmiana w łańcuchu pokarmowym, charakteryzująca się wzrostem liczebności bezkręgowców (krewetek, krabów) oraz spadkiem liczebności kluczowych ryb będących ofiarami drapieżników. Przemiana ta ograniczyła powrót dorsza; jest to zjawisko blokady ekologicznej opisane w wielu badaniach dotyczących ekosystemów. 

Co gorsza, inne gatunki, niemal bez znaczenia gospodarczego, zajęłyby miejsce dorsza w tym obszarze. Do tego doszły inne czynniki utrudniające odbudowę populacji dorsza, takie jak zmiany klimatyczne i wysoka śmiertelność naturalna. Ten smutno „sławny” przypadek służy dziś jako przykład, którego nie należy naśladować w zakresie zarządzania rybołówstwem, ale trzeba przyznać, że pomimo tej katastrofalnej sytuacji nie jesteśmy zabezpieczeni przed załamaniem niektórych głównych stad.  

Tuńczyk błękitnopłetwy z Morza Śródziemnego przeżył trudny okres, a na początku XXI wieku odnotowano spadek liczebności populacji stanowiącej ten stado. To nadmiernie eksploatowane zasoby uległy załamaniu z powodu przełowienia. Przez wiele lat wprowadzono lub wzmocniono liczne środki, takie jak ustanowienie minimalnego rozmiaru połowów, harmonogramu sezonu połowowego, zezwoleń połowowych… w celu uregulowania rybołówstwa zawodowego i rekreacyjnego. Dla rybaków z Morza Śródziemnego i wybrzeża Atlantyku gatunek ten miał kluczowe znaczenie. Gospodarka związana z tymi połowami ucierpiała więc bardzo mocno, wiele statków rybackich zostało sprzedanych, zniszczonych lub przystosowanych do połowów innych gatunków. Od 2012 r. dane naukowe wskazują na stałą poprawę. Najnowsze opinie ICCAT (Międzynarodowej Komisji ds. Ochrony Tuńczyka Atlantyckiego) wskazują, że dzięki odpowiednim środkom zarządzania stado odbudowało się do poziomu zrównoważonego ekologicznie. Od lata 2018 roku Mr.Goodfish zajął stanowisko, dodając ten gatunek do swoich list poza okresem jego rozmnażania. 

Od wieków odnotowuje się przypadki „przełowienia”. Przez długi czas zjawisko to miało charakter bardzo lokalny i ograniczało się do obszarów, gdzie ludzie utrzymywali się z rybołówstwa. Wraz z rozwojem flot i technik konserwacji, które pozwoliły wypływać dalej i na dłużej, eksploatacja stopniowo się rozszerzyła, a następnie „zglobalizowała”, i to tym szybciej, im większy był popyt. W latach 1950–1980 światowa produkcja rybna wzrosła z 40 mln ton do około 80 mln ton. Od tego czasu „produkcja” ta osiągnęła pułap – w 2022 r. połowy wyniosły łącznie 92,3 mln ton (FAO 2024). Jednak w międzyczasie, od 1950 roku do dziś, światowa populacja wzrosła z 2,5 miliarda do prawie 8,1 miliarda. Eksperci szacują, że do 2050 roku liczba ludności wyniesie 9,7 miliarda, ale natura może dostarczyć tylko to, co sama wytworzy, nic więcej.  

Haliutologia to nauka zajmująca się rybołówstwem, a haliutolodzy są jej specjalistami; to właśnie oni, poprzez liczne pomiary i obserwacje, monitorują stan populacji ryb poławianych, zwanych „stadami”. Zmniejszenie średniej wielkości poławianych ryb jest oznaką przełowienia. Wyczerpanie zasobów, czyli spadek ilości poławianych ryb, to kolejna oznaka przełowienia. Są to wskazówki, a nie dowody, i to na podstawie nieustannie powtarzanych i weryfikowanych obserwacji oraz pomiarów można stwierdzić nadmierną eksploatację stada. Obserwacje te są prowadzone podczas kampanii naukowych na statkach oceanograficznych, ale także na statkach rybackich.  

Nauka napotyka jednak liczne przeszkody. Obserwuje się brak ogólnej wiedzy na temat środowiska morskiego oraz niedostateczne środki przeznaczone dla zespołów badawczych na badania tego wyjątkowo trudnego środowiska. Zawsze łatwiej jest oszacować zasoby, gdy można uzyskać całościowy obraz stada, na przykład stada krów na polu. Nauka nie pozwala obecnie na uzyskanie takiego całościowego obrazu oceanów; wciąż istnieją nieznane obszary, a co za tym idzie – dane, które nam umykają.  

W zależności od gatunku przeprowadzenie badań naukowych może być mniej lub bardziej łatwe. W zależności od biologii danego gatunku, jego trybu życia (bentyczny, pelagiczny…) oraz siedliska (przybrzeżne/dalekomorskie, głębokie/powierzchniowe…), uzyskanie dostępu do danych dotyczących ogólnego stanu tego zasobu staje się coraz trudniejsze.  

Problem polega na tym, że stada są eksploatowane od dawna, a podejmowane działania mają najczęściej charakter doraźny, to znaczy są wprowadzane dopiero wtedy, gdy stan zdrowia stada staje się niepokojący.  

W przypadku niektórych stad (zwłaszcza w północno-wschodnim Atlantyku, Morzu Północnym i Morzu Bałtyckim) lub niektórych gatunków ustala się całkowity dopuszczalny połów (TAC). Stanowi on maksymalną ilość ryb, jaką Unia Europejska zezwala na połów z danego stada w określonym obszarze. Na tej podstawie ustalane są kwoty połowowe, czyli ilości ryb, które mogą być złowione przez poszczególne kraje, łowiska lub statki. W obszarach takich jak Morze Śródziemne czy Morze Czarne rybołówstwo jest zarządzane poprzez ograniczenie nakładu połowowego na dany zasób.  

Podejmuje się również inne środki, takie jak minimalny rozmiar połowowy, który zazwyczaj oblicza się na podstawie rozmiaru dojrzałości płciowej. Celem tej zasady jest zapewnienie, by każda złowiona ryba zdążyła rozmnożyć się przynajmniej raz. Niestety, podobnie jak w przypadku kwot, należy rozróżnić tzw. minimalne rozmiary „biologiczne”, które spełniają wyżej wymienione kryterium, od tzw. rozmiarów „politycznych”, które nie uwzględniają w ogóle lub w niewielkim stopniu opinii naukowej, aby zaspokoić krótkoterminowe interesy gospodarcze.  

Należy jednak zauważyć, że coraz więcej rybaków stosuje coraz bardziej rygorystyczne zasady (np. poławiając ryby większe niż dopuszczalne rozmiary, przestrzegając okresów ochronnych itp.), aby chronić zasoby rybne oraz zapewnić sobie możliwość prowadzenia działalności w perspektywie krótko-, średnio- i długoterminowej. Właściwa waloryzacja pozwala również na lepsze zarządzanie zasobami: mniej łowić, ale łowić lepiej. Produkt jest lepiej konserwowany na pokładzie, jakość ryb jest lepsza, a ich cena sprzedaży wzrasta.  

Ogólna tendencja pozostaje negatywna, ale kryje za sobą znaczne różnice regionalne. Pomimo rosnącej presji na rybołówstwo połowowe w skali globalnej, najnowszy raport FAO podkreśla, że w niektórych regionach osiągnięto rzeczywisty postęp, zwłaszcza na północno-wschodnim Atlantyku, gdzie oparte na naukowych podstawach środki zarządzania pozwoliły zmniejszyć presję połowową i zapoczątkować odbudowę kilku stad. Należy jednak zachować ostrożność, ponieważ ta krucha równowaga jest zagrożona przez zmiany klimatu i degradację ekosystemów morskich. 

Tak, bez wątpienia. Ale pytanie brzmi: jakie ryby, w jakich ilościach i jakiej wielkości. Jeśli nadal będziemy prowadzić nadmierne połowy, osobniki nie będą miały czasu na rozmnażanie się. To właśnie może wyjaśniać obecny załamanie niektórych stad. Jednak prawdziwe zagrożenie wynika zapewne ze zmiany naturalnej równowagi spowodowanej nadmiernymi połowami. Zniknięcie „dużych ryb” pozostawia miejsce dla innych gatunków, które z kolei stają się drapieżnikami. Dawna ofiara stała się drapieżnikiem larw i młodych osobników gatunku, który wczoraj ją zjadał. Podstawa populacji jest niszczona przez tego nowego drapieżnika, często znacznie mniejszego, który czasami nie ma żadnego znaczenia gospodarczego.  

Obecnie coraz więcej naukowców podkreśla, że aby ocenić stan stada, należy uwzględnić cały łańcuch pokarmowy, a przede wszystkim cały ekosystem danego gatunku.  

Wartość odżywcza kryla jest bardzo dyskusyjna, ale nie to jest sedno sprawy. Wykorzystywanie kryla oznacza eksploatację podstawy sieci pokarmowej w oceanach, a tym samym narażenie na niebezpieczeństwo wszystkich ekosystemów morskich, które są od niego zależne – nie tylko wielorybów, ale także małych ryb, które są zjadane przez większe ryby lub ptaki, ssaki morskie i oczywiście ludzi. Projekty eksploatacji kryla stanowią zatem poważne zagrożenie dla równowagi życia w oceanach, a w dłuższej perspektywie także dla naszego własnego wyżywienia.

Od 60 lat światowa akwakultura przeżywa bezprecedensowy rozkwit. Ryby, mięczaki, algi i skorupiaki są hodowane na dużą skalę dzięki bardzo zróżnicowanym technikom hodowli, od hodowli ekstensywnej bez dokarmiania po hodowlę intensywną obejmującą recykling i uzdatnianie wody.  

Jeśli chodzi o hodowlę ryb (akwakulturę), należy pamiętać, że uprawia się ją głównie w wodach słodkich (2/3 światowej produkcji rybnej). Systemy akwakultury kontynentalnej opierają się głównie na hodowli gatunków wszystkożernych lub głównie roślinożernych, takich jak karpie, tilapie i sumy, co przyczynia się do lepszej efektywności żywieniowej i energetycznej w skali globalnej. 
Hodowla ryb morskich (marikultura), choć jest nowsza pod względem rozwoju przemysłowego, odnotowuje jednak stały wzrost i stanowi nieco ponad jedną trzecią światowej produkcji rybnej (FAO 2024). Ta dynamika jest szczególnie widoczna w niektórych regionach Azji i Europy, gdzie inwestycje technologiczne i opanowanie cykli biologicznych umożliwiły rozwój nowych gałęzi przemysłu. Historycznie rzecz biorąc, jeden gatunek, czyli serola (zwłaszcza serola japońska), przez długi czas dominował w produkcji akwakultury morskiej. Jednak od lat 70. i 80. XX wieku znaczące postępy pozwoliły na opanowanie rozmnażania i pierwszych faz cyklu biologicznego wielu innych gatunków morskich. W ten sposób stopniowo rozwijały się hodowle łososia, labraksa, dorady, turbota, a ostatnio jesiotra i innych gatunków o wysokiej wartości dodanej, przyczyniając się do dywersyfikacji i ekspansji światowej marikultury. 

Akwakultura obejmuje również hodowlę ostryg i małż (hodowla skorupiaków). Jest to niezwykle sprytne rozwiązanie, ponieważ wykorzystuje naturalną produkcję mikroskopijnych glonów do karmienia i tuczenia skorupiaków.  

Hodowla ryb, takich jak karp, z wykorzystaniem glonów lub innych roślin stanowi również zrównoważone rozwiązanie, o ile warunki środowiskowe i sanitarne są odpowiednio kontrolowane.  

Hodowane gatunki morskie żywią się głównie innymi rybami, a ich mięsożerny tryb życia może mieć negatywny wpływ na zasoby rybne. Gatunki te potrzebują białka w swojej diecie. Część tego białka pochodzi z mączki rybnej i olejów rybnych dostarczanych przez ryboprzetwórstwo. Obecnie, w zależności od gatunku, potrzeba średnio od 0,5 do 4 kg ryb dziko żyjących, aby wyprodukować 1 kg ryby hodowlanej. Na całym świecie wykorzystano około 17 milionów ton ryb dziko żyjących, głównie małych ryb pelagicznych (sardynki, sardele, ostroboki, szproty…), do produkcji mączki i oleju rybnego przeznaczonych do celów nieżywnościowych, głównie do żywienia zwierząt, a przede wszystkim ryb hodowlanych. Stanowi to ponad 80% wolumenu produktów akwakultury nieprzeznaczonych do spożycia przez ludzi w 2022 r. (FAO 2024). 

Presja na te ryby pelagiczne jest bardzo duża i można się obawiać o trwałość tych stad oraz ryzyko zachwiania równowagi ekosystemów. Jest to poważny problem, biorąc pod uwagę fakt, że dostępne ilości ryb dziko żyjących są ograniczone. W związku z tym konieczne jest inteligentne wykorzystanie zasobów białka zwierzęcego: mączki rybne wytwarzane ze stad ściśle zarządzanych w ramach kwot, wykorzystanie produktów ubocznych (odpady z filetowania ryb przeznaczonych do spożycia przez ludzi), wykorzystanie odrzutów połowowych w recepturach pasz dla ryb. Wszystkie te produkty pochodzenia zwierzęcego mogą być bardzo dobrze wykorzystane w akwakulturze. Ponadto poważnym rozwiązaniem jest stosowanie białek roślinnych i białek owadów.  

Według IFREMER hodowla ryb morskich dotyczy obecnie głównie gatunków o wysokiej wartości handlowej, a w przypadku niektórych gatunków hodowla praktycznie całkowicie zastąpiła połowy (9 na 10 spożywanych łososi i 1 na 2 produkowane labraksy to ryby hodowlane). 

Tak, dzika ryba zjada co najmniej tyle samo, co ryba hodowlana, a prawdopodobnie nawet więcej, ponieważ musi polować, a więc zużywa energię na łapanie ofiar.  

Jednak największą różnicą wynikającą z hodowli jest to, że pozwala ona przetrwać miliardom ryb, które w naturze nigdy by nie przeżyły. Są to zatem miliardy dodatkowych gęb do wyżywienia, które stanowią nadwyżkę, swego rodzaju nadmierny popyt w stosunku do tego, co może zapewnić natura. Nie można zapominać, że ryby składają dziesiątki tysięcy, często setki tysięcy, a czasem miliony jaj w jednym cyklu rozrodczym. Większość z tych jaj nigdy nie zostanie zapłodniona, a spośród tych, które zostaną zapłodnione, tylko kilka – 4, 5, 6 lub 10 – osiągnie dorosłość. Dzisiejsze badania pozwalają na zapłodnienie prawie 100% ikry i osiągnięcie dorosłości przez bardzo duży odsetek młodych rybek. Trzeba więc nakarmić wszystkie te ryby, które nie przetrwałyby w środowisku naturalnym, i tu właśnie pojawia się problem.  

Dzikie ryby, które służą jako pokarm dla hodowli (zwane również rybami paszowymi), stanowią podstawę łańcucha pokarmowego w oceanach. Są to sardele, sardynki lub gromadniki, które stanowią pożywienie dla ryb większych od nich (na przykład makreli), które z kolei są zjadane przez tuńczyki, a także przez ptaki, morsy, foki, rekiny, wieloryby i ludzi. Ze względu na znaczenie tych gatunków w łańcuchu pokarmowym, profesjonaliści zajmujący się ich połowem muszą zobowiązać się do odpowiedniej kontroli odnośnych stad, pod groźbą ich załamania, a tym samym załamania swojej działalności. Dzięki zrównoważonemu zarządzaniu stadami ryb paszowych zapewniona jest trwałość zasobów dla całej piramidy pokarmowej.  

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) zwraca uwagę na problem etyczny związany z wykorzystywaniem ryb paszowych w hodowli. Ryby te mogłyby bowiem trafić bezpośrednio do konsumpcji wśród społeczności, które nie dysponują ani niezbędnymi zasobami białka zwierzęcego, ani środkami na zakup ryb mięsożernych pochodzących z hodowli.  

Tak jest już we wszystkich hodowlach gatunków mięsożernych, gdzie pokarm (podawany w postaci granulatu) składa się co najmniej w 50% z składników roślinnych (makuch sojowy i inne białka roślinne, gluten pszenny, groch białkowy, gluten kukurydziany itp.). Obecne badania podnoszą ten odsetek nawet do 80%, a w niektórych przypadkach nawet do 85%. To kwestia wyboru. Czy akceptujemy, aby gatunki, które w naturze są wyłącznie mięsożerne, stały się częściowo lub całkowicie wegetariańskie? Odpowiedź na to pytanie leży częściowo w gestii ustawodawcy. Niezbędne jest jednak zachowanie, choćby częściowo, wartości odżywczych ryb dzikich w rybach hodowlanych. Konieczne jest zatem dostarczanie im „wielonienasyconych” kwasów tłuszczowych, znanych pod nazwą „Omega 3”, które występują głównie… w rybach dzikich. Kwasy omega-3 występują również w algach, co czyni je obiecującym składnikiem do produkcji mączek zastępczych. Obecnie prowadzonych jest wiele badań w tym zakresie.  

Aby zapewnić rybom mięsożernym białko niezbędne do ich rozwoju, trwają badania nad nowym rodzajem mączki: mączką z owadów. Owady stanowią naturalny składnik diety ryb mięsożernych; w zależności od gatunku owadów ich właściwości odżywcze są różne, a ich hodowla jest prosta i szybka, co czyni je doskonałym substytutem. W każdym razie należy pamiętać, że w pewnym momencie zawsze będziemy ograniczeni ilością, jaką może dostarczyć natura.  

Tak, i właśnie dlatego rozumowanie, zgodnie z którym „jeśli zasoby rybne ulegną załamaniu, zawsze pozostanie nam akwakultura”, jest błędne, a przede wszystkim niebezpieczne. Nawet gdyby zasoby te utrzymały się na obecnym poziomie, problem nie zostałby rozwiązany. Każdego roku światowe połowy dostarczają około 92 milionów ton ryb i zwierząt wodnych. Obecnie szacuje się, że do morza wrzuca się około 9 milionów ton rocznie, podczas gdy nieco ponad 83 miliony ton trafia do portów. Z tych wyładowanych ilości prawie 90% jest przeznaczone do spożycia przez ludzi, czyli około 75–77 milionów ton pochodzących bezpośrednio z połowów. Zastosowania nieżywnościowe stanowią około 11%, czyli blisko 20 milionów ton, z czego około 17 milionów ton przetwarza się na mączkę i olej rybny, wykorzystywane głównie do karmienia hodowli ryb, ale także drobiu i świń. Według
FAO dane te odzwierciedlają długoterminową tendencję wzrostową udziału przeznaczonego do spożycia przez ludzi oraz stabilizację, a nawet względny spadek ilości przeznaczonych do przetwórstwa przemysłowego. 

Od 2019 r. cel „zero odrzutów” w rybołówstwie zawodowym, wprowadzony przez Komisję Europejską, zobowiązuje rybaków do wyładowywania na brzeg niektórych ryb, które wcześniej były odrzucane z powrotem do morza (czy to z powodu zbyt małych rozmiarów, a więc niezgodnych z przepisami, czy też z powodu braku opłacalności ekonomicznej, czy też dlatego, że kwoty zostały już wyczerpane itp.). Celem tego rozporządzenia jest zachęcenie rybaków do poprawy selektywności narzędzi połowowych. Ponieważ produkty te nie są prawnie dopuszczone do bezpośredniego spożycia przez ludzi, będą wykorzystywane w przemyśle kosmetycznym, w badaniach naukowych, a przede wszystkim do produkcji mączki zwierzęcej, która służy jako pokarm dla ryb hodowlanych.  

Rozważa się inne rozwiązania mające na celu ograniczenie wpływu akwakultury na ekosystemy oraz zwiększenie wydajności hodowli: na przykład zintegrowaną akwakulturę wielotroficzną, która jest metodą hodowli, w której „odpady jednego gatunku stanowią pokarm dla innego ” (Richard, 2009). Przy obecnych wskaźnikach technicznych dane te pozwalają przewidywać światową produkcję mięsożernych ryb w akwakulturze na poziomie od 10 do 20 milionów ton rocznie. Będzie to jednak wymagało globalnego zarządzania oraz większego poczucia odpowiedzialności ze strony państw i specjalistów, dla ich własnego ekonomicznego przetrwania. W tym przypadku trójca zrównoważonego rozwoju: środowisko-gospodarka-społeczeństwo jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek.

To prawda, ale w przypadku tuńczyka błękitnopłetwego konsekwencje tego rodzaju hodowli są co najmniej równie problematyczne, jak te wynikające z hodowli innych gatunków mięsożernych. Tuńczyk rośnie w klatkach, aby stać się rybą „hipertłustą”, bardzo cenioną przez japońskich konsumentów. Aby go tuczyć, karmi się go ogromnymi ilościami: aż 15 kg dzikich ryb, aby tuńczyk w klatce przybrał 1 kg! Powoduje to wiele problemów, ale głównym z nich pozostaje fakt, że ceny gatunków takich jak ostroboki, sardynki, sardele czy makrele, spożywanych zwłaszcza w krajach o bardzo niskiej sile nabywczej, gwałtownie wzrosły. Tucząc tuńczyka błękitnopłetwego na rynek luksusowy, pozbawia się wiele społeczności istotnego, a nawet niezbędnego źródła białka w ich diecie. Czy w świecie, który w 2050 roku będzie liczył ponad 9 miliardów ludzi, jest to nadal możliwe? Czy jest to zgodne z koncepcją odpowiedzialnego rybołówstwa ONZ?  

Niektóre rodzaje hodowli ryb powodują znaczne zanieczyszczenie środowiska morskiego substancjami organicznymi. Im więcej ryby zjadają, tym więcej wydalają. Jest to poważny problem, zwłaszcza w przypadku hodowli tuńczyka, gdzie niektóre projekty nie doszły do skutku z powodu nadmiernego zanieczyszczenia środowiska morskiego.  

Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, podjęto kilka prób, z których każda była bardziej atrakcyjna od poprzedniej. Nie da się jednak ocenić ich wyników, ponieważ młode larwy lub narybek wypuszczony do środowiska naturalnego spotyka ten sam los, co osobniki urodzone w sposób naturalny, a mianowicie w 99% przypadków zostają zjedzone lub giną z przyczyn naturalnych. Jednym z najciekawszych rozwiązań jest „sea ranching”, który pozwala na wypuszczanie do morza młodych łososi, które po długiej wędrówce po oceanie wracają do swojej macierzystej rzeki. Jednak te młode łososie nie są już tak naprawdę narybkiem, ale młodymi rybami (smoltami), które na tym etapie są bardzo kosztowne pod względem białka. Odsetek powracających ryb nie jest oczywiście wystarczający, aby zagwarantować rentowność (lub konkurencyjność) tego rodzaju hodowli w porównaniu z innymi, bardziej intensywnymi i lepiej kontrolowanymi w całym cyklu.  

Wprowadzane są również inne działania, takie jak zarybianie małżami – jest to technika pozwalająca na powiększenie naturalnych stad młodych osobników. Larwy wykluwają się i rosną w wylęgarni, a następnie są wypuszczane i hodowane w morzu. Dwa przykłady: jeden w zatoce Saint-Brieuc z przegrzebkami, drugi w basenie Thau z małżami, oba z inicjatywy lokalnych rybaków zawodowych. 

Aby dokonać trafnego wyboru i nie szkodzić zasobom naturalnym oraz środowisku, należy wziąć pod uwagę pewne kryteria. Mr.Goodfish służy w tym zakresie pomocą. Oto kryteria wyboru stosowane przez Mr.Goodfish w odniesieniu do gatunków hodowlanych:  

Żywienie gatunków hodowlanych   

Zwierzęta należy karmić:  

  • z składnikami pochodzącymi z ryb dziko żyjących, dostosowanymi do potrzeb rozwojowych poszczególnych gatunków.  
  • z wykorzystaniem zrównoważonych składników : stosowane składniki muszą pochodzić ze zrównoważonych źródeł, to znaczy być pozyskiwane z dziko żyjących gatunków objętych limitami połowowymi lub posiadających certyfikaty zrównoważonego pochodzenia (ich udział stale rośnie w ramach ulepszania praktyk). Zachęca się do stosowania innych źródeł składników, takich jak produkty uboczne, algi, owady i len.  

Praktyki hodowlane  

Wybrane gatunki muszą być hodowane w warunkach zapewniających optymalny dobrostan zwierząt i zdrowie publiczne:  

  • Antybiotyki należy stosować wyłącznie na podstawie recepty wystawionej przez lekarza weterynarii oraz zgodnie z przepisami unijnymi.  
  • Firma Mr.Goodfish ustaliła również maksymalną roczną liczbę zabiegów oraz surowe warunki stosowania. 
  • Gatunki należy hodować z poszanowaniem ich naturalnych zachowań, przy zachowaniu odpowiedniej gęstości obsady dla każdego gatunku.  

Wpływ na środowisko  

Wybrane gatunki muszą być hodowane w optymalnych warunkach, z poszanowaniem środowiska naturalnego. Należy zachować dynamiczną równowagę między obszarem produkcji a otaczającym go środowiskiem:  

  • Należy zachować dynamiczną równowagę między obszarem produkcji a otaczającym go środowiskiem.  
  • Gatunki hodowane muszą naturalnie występować w środowisku, jeśli hodowla odbywa się w środowisku otwartym.  
  • Ryby należy karmić taką ilością mączki rybnej, która nie przekracza progu wydajności ustalonego i zoptymalizowanego dla danego gatunku, unikając w ten sposób przedostawania się substancji organicznych do środowiska. 
  • Zawartość cząstek stałych w paszy nie może przekraczać 1%. Obecność hodowli akwakultury nie może mieć negatywnego wpływu na jakość środowiska.  
  • Środki chemiczne można stosować wyłącznie na podstawie recepty weterynaryjnej i zgodnie z przepisami unijnymi. Firma Mr.Goodfish ustaliła również maksymalną liczbę zabiegów w ciągu roku.  
  • W zakresie czyszczenia instalacji firma Mr.Goodfish preferuje stosowanie metod mechanicznych lub biologicznych.  
  • Poszczególne wskaźniki i progi dla poszczególnych gatunków są dostępne na stronie internetowej www.mrgoodfish.com  

Obecnie na rynku istnieje wiele znaków jakości, które pomagają konsumentom w wyborze produktów pochodzących ze zrównoważonej hodowli. Aby kryteria wyboru tych różnych znaków stały się zrozumiałe dla szerokiej publiczności, program Mr.Goodfish postanowił oprzeć się na następujących certyfikatach: Aquaculture Stewardship Council (ASC), Global GAP, europejski znak ekologiczny, Le Label Rouge, Best Aquaculture Practices (BAP), karta jakości „Aquaculture de nos régions”…   

Istnieje kilka „znaków ekologicznych”:  

– MSC: Marine Stewardship Council,  

– Francuski znak ekologiczny „Zrównoważone rybołówstwo”  

– Friendof the Sea  

– Artysanal…  

Tylko niektóre z nich są zgodne z zasadami odpowiedzialnego rybołówstwa ustanowionymi przez FAO. Wobec braku innych wytycznych te oznaczenia ekologiczne stanowią skuteczny sposób na dokonanie właściwego wyboru. 

Od pokoleń człowiek opracowuje różne narzędzia połowowe, które pozwalają mu pozyskiwać produkty morskie zarówno z dna lub w jego pobliżu, jak i z otwartych wód. Wraz z tymi zmianami szybko pojawiło się pytanie o „charakter i skalę wpływu” stosowania tych technik na organizmy morskie i ich środowisko. Obecnie celem zarówno rybaków, jak i naukowców jest ograniczenie tych negatywnych skutków, przy jednoczesnym uwzględnieniu stanu zasobów.  

Wyróżnia się dwa główne rodzaje narzędzi połowowych. Są to tzw. „aktywne” narzędzia, które przemieszczane są w kierunku docelowych gatunków na dnie lub w masie wody, takie jak włoki, dragi i sieci okrężne.  Tak zwane „pasywne” narzędzia połowowe, zwane również „narzędziami stacjonarnymi”, które są zamocowane w taki sposób, aby wyłapywać organizmy morskie: takie jak sieci, wędki lub pułapki.  

Trawler to duża sieć w kształcie lejka, holowana za jednym lub dwoma statkami, w zależności od rodzaju połowów. Charakteryzuje się stopniowo zmniejszającym się rozmiarem oczek od wejścia do worka aż do jego końca, zwanego „tyłem trawlera”.  Otwór poziomy jest zapewniony przez dwa rozchodzące się panele, które otwierają się dzięki prędkości statku i ciśnieniu wody.  

W zależności od gatunku, na który polują, rybacy stosują różne zestawy trałowe:  

  • Celem połowów trałowych jest poławianie gatunków żyjących na dnie lub w jego pobliżu, takich jak: witlinek, dorsz, żabnica, mątwa, krab norweski… 
  • Trawler pelagiczny poławia gatunki żyjące w masie wody – między powierzchnią a dnem, takie jak: sardele, makrele, sardynki, śledzie… 
  • Włok z drążkiem stosuje się głównie do połowu ryb płastugowatych: soli, flądry…  

Różne rodzaje sieci trałowych umożliwiają połów szerokiej gamy gatunków o wartości handlowej występujących w całym akwenie, od dna aż po powierzchnię.  

Od kilku lat podejmowane są znaczne wysiłki mające na celu zmniejszenie wpływu tych statków na środowisko poprzez udoskonalanie technik połowowych i kontrolowanie intensywności połowów. W związku z tym przepisy ograniczają rybakom: obszary i okresy połowów, moc statków, a także rozmiar oczek sieci.  

Przeprowadzono wiele badań mających na celu poprawę selektywności trałów (rozmiar oczek, kratki selektywne itp.), co pozwala znacznie zwiększyć odsetek organizmów niebędących celem połowów (gatunków i/lub rozmiarów), które udaje się uwolnić. Tak jest na przykład w przypadku francuskich połowów langustynki w Zatoce Biskajskiej.  

W przypadku trałowania dennego technika i konstrukcja narzędzi ewoluowały tak, aby jak najlepiej ograniczyć ich wpływ na dno morskie: gumowe podkładki przy wejściu, które toczą się po dnie, zmiany w kształcie paneli…  

Szczególny przypadek połowów trałowych na głębokich wodach:  

Od początku XXI wieku różne stowarzyszenia prowadziły kampanię lobbingową przeciwko połowom trałowym na głębokich wodach. W 2016 roku doprowadziło to do wprowadzenia przez Unię Europejską zakazu połowów na głębokości powyżej 800 metrów w wodach europejskich. W obszarach określanych jako „wrażliwe środowiska morskie” głębokość jest ograniczona do 400 metrów. W odniesieniu do wszystkich tych obszarów rybacy muszą uzasadnić swoją działalność w latach 2009–2011.  

Do tej pory technika ta była stosowana na głębokościach sięgających nawet 1000 metrów i więcej. Na takich głębokościach ekosystemy są zupełnie inne; opierają się one na gatunkach o powolnym cyklu życiowym i późnym osiągnięciu dojrzałości płciowej, takich jak na przykład ryba cesarska. Gatunki żyjące w wodach głębokich są bardzo trudne do zbadania, a dokładne badania naukowe są rzadkością lub w ogóle nie istnieją. Te specyficzne cechy, a także niszczenie głębokowodnych raf koralowych przez narzędzia połowowe, były argumentami przemawiającymi za dostosowaniem przepisów europejskich. Zniszczenia obserwowane w przeszłości, zwłaszcza na początku połowów głębinowych, są obecnie ograniczone dzięki utworzeniu obszarów zamkniętych i bardzo znacznemu zmniejszeniu międzynarodowego nakładu połowowego. Zmniejszenie obszarów dotkniętych połowami pozwoliło ograniczyć zasięg przestrzenny trałowania głębinowego. Ponadto przydzielone kwoty są łatwo osiągane w regularnie odwiedzanych miejscach połowowych.  

Sytuacja ta ogranicza połowy trałowe wyłącznie do obszarów osadowych, które są mniej wrażliwe na oddziaływanie.  

W swoich zaleceniach Mr.Goodfish wymienia ryby z tak zwanych głębokich wód, takie jak na przykład molwa niebieska. Na takie stanowisko wpłynęło kilka czynników. Gatunki z głębokich wód, które pojawiają się na listach zaleceń, są przedmiotem rygorystycznych badań naukowych; aktualne dane wskazują na stabilność dynamiki populacji, a połowy są prowadzone na poziomie maksymalnego zrównoważonego połowu. Plan zarządzania wprowadzony dla tych gatunków pozwala nam czerpać z tego, co daje nam natura, bez szkody dla zasobów – to idealna równowaga! Innym powodem, dla którego Mr.Goodfish zaleca niektóre z tych gatunków głębinowych, jest fakt, że podłoże w zalecanych obszarach jest piaszczysto-muliste i nie ma tam żadnych koralowców.  

Dredż, działający na tej samej zasadzie co włoki denne, to narzędzie połowowe typu „kosz/grabie”, holowane przez statek. Składa się ze sztywnej ramy pokrytej metalem lub siatką i służy głównie do połowu skorupiaków. W dolnej części, przy wejściu, znajdują się metalowe ostrza lub zęby, które pozwalają zeskrobać pierwsze warstwy dna morskiego. Celem dragi jest zbieranie skorupiaków zakopanych w piasku lub mułu, takich jak: małże, przegrzebki, omułki…  

Narzędzie to uznaje się za selektywne. Siatka metalowa lub tkanina siatkowa ma bowiem odpowiednie rozmiary, które umożliwiają ucieczkę mniejszych osobników. Podobnie jak w przypadku połowów trałowych, flota ta podlega regulacjom dotyczącym nakładu połowowego. Na przykład połowy przegrzebków metodą dragi w kanale La Manche są ograniczone pod względem liczby dopuszczonych statków, obszaru połowowego i liczby dni.  

Główną wadą dragi jest jej wpływ na dno morskie i siedliska morskie. Badania nad tym urządzeniem koncentrują się głównie na kwestiach technicznych mających na celu ograniczenie obciążenia dna morskiego. 

Zasadą działania tych narzędzi połowowych jest najpierw otoczenie ławicy ryb siecią, a następnie zbliżenie jej dwóch skrzydeł w kierunku statku (sieć okrężna) przy jednoczesnym zamknięciu dna sieci (sieć okrężna przesuwna – typu Bolinche lub Lamparo). Wykorzystuje się je do połowu gatunków pelagicznych, takich jak: tuńczyk, sardynka, sardela…  

Selektywność sieci lub okrężnic opiera się na stadnym zachowaniu ryb o jednolitej wielkości. Rybacy wykorzystują sonary do namierzania ławic konkretnego gatunku i wielkości, co pozwala ograniczyć liczbę złowionych małych osobników. Ponieważ żywe ryby są szybko wyciągane na pokład statku, ten rodzaj połowów zapewnia produkty bardzo wysokiej jakości.  

Ta technika połowowa powoduje czasami przypadkowe połowy małych ssaków morskich. Wraz z rozwojem technik połowowych coraz częściej udaje się szybko wypuścić te przypadkowe połowy, dzięki czemu pozostają one przy życiu. 

Od kilku lat coraz więcej francuskich statków na Morzu Północnym i w Cieśninie La Manche dostosowuje się do stosowania tej techniki. Jest to połączenie trałowania dennego i połowu sieciami okrężnymi – polega na użyciu sieci w kształcie lejka połączonej z dwoma długimi linami, które umożliwiają zgromadzenie ryb. Technika ta służy do połowu gatunków dennych, podobnie jak trałowanie. Jej główną zaletą jest możliwość uzyskania ryb lepszej jakości oraz oszczędność energii. W rzeczywistości podnoszenie sieci odbywa się albo przy zatrzymanym statku za pomocą wciągarek (sieć duńska), albo przy zmniejszonej prędkości w porównaniu z klasycznymi trawlerami (sieć szkocka).

W 2013 roku Komisja Europejska zezwoliła państwom członkowskim na wyposażenie 5% ich floty trawlerów z wysięgnikiem w elektrody (art. 31a rozporządzenia WE nr 850/98). Chodzi o to, żeby przepuścić prąd przez bom, żeby wysłać impulsy elektryczne do osadu. Będą one wtedy służyć jako przynęta, żeby przyciągnąć ryby, a potem je ogłuszyć. Pierwsze licencje zostały na początku wprowadzone na zasadzie eksperymentu, żeby zebrać dane o wpływie tej techniki (selektywność, połowy…). Z biegiem lat liczba statków stosujących trał elektryczny stale rosła dzięki uzyskiwaniu odstępstw. W 2018 roku organizacja Mr.Goodfish zdecydowała się zająć stanowisko w tej sprawie, zwracając się do europosłów o głosowanie za całkowitym zakazem stosowania tej techniki połowowej. Konieczne są bardziej szczegółowe badania naukowe dotyczące wpływu tych trałów na podłoże morskie, a także na gatunki docelowe i niedocelowe tej praktyki. Celem jest działanie w interesie równowagi ekosystemów. Obecnie technika ta, która była stosowana głównie przez zawodowych rybaków w Holandii na Morzu Północnym, jest zakazana. 

Sieci składają się z jednej lub kilku prostokątnych warstw rozpiętych pionowo w słupie wody. Niezależnie od tego, czy są to sieci stałe, czy dryfujące, sieci okrągłe (1) lub sieci trójścienne (2) stanowią przeszkodę, która zatrzymuje ryby w momencie ich przepływania. Sieci stacjonarne są mocowane za pomocą pływaków w górnej części i obciążników w dolnej części.  

(1) Sieci skrzelowe składają się z jednego lub kilku prostokątnych paneli sieciowych, rozstawionych pionowo w wodzie. W górnej części zamocowane są pływak, a w dolnej obciążniki, co utrzymuje sieci w pozycji pionowej. (www.ifremer.fr) Sieci te mogą być osadzone na dnie lub zawieszone na powierzchni wody. W tym przypadku są to sieci dryfujące. Sieci skrzelowe dryfujące są zakazane w Unii Europejskiej od 2002 roku.  

(2) Sieć trójścienna składa się z trzech warstw: dwóch zewnętrznych (aumées) o dużych oczkach oraz jednej wewnętrznej (flue) o małych oczkach, zamontowanej z dużym luzem. Ryby lub skorupiaki zaplątują się w wewnętrznej warstwie o małych oczkach po przejściu przez jedną z dwóch warstw zewnętrznych. (www.ifremer.fr)  

Rozmiar oczek sieci jest regulowany, co pozwala na wyławianie największych osobników, a mniejsze mogą się wydostać.  

Selektywność sieci zależy zarówno od zachowania gatunku, na który się poluje, jak i od znajomości środowiska przez rybaków. Sieć dobrze rozstawiona, we właściwym miejscu i we właściwym czasie może być bardzo selektywna. Z drugiej strony, sieć może okazać się bezużyteczną pułapką i szkodliwą dla ekosystemu, jeśli jest źle używana, łowiąc zarówno skorupiaki, ryby, żółwie, jak i walenie.  

Na przykład zdarza się, że sieci giną i stają się sieciami „widmowymi”. W zależności od głębokości, na której się znajdowały, mogą albo zaplątać się w prądy (na niewielkiej głębokości), albo nadal łowić ryby przez kilka miesięcy (na dużej głębokości).  

Celem tych technik jest zwabienie ryby na haczyk za pomocą żywej lub sztucznej przynęty. Istnieją różne zestawy:  

  • Lina holownicza (ciągnięta za wędką lub za rufą statku), 
  • Linia ręczna (ciągniona ręcznie), 
  • Trawler (linia z wieloma haczykami, która może być stacjonarna lub dryfująca),  
  • Wędka.  

Wędki i linki służą do połowu gatunków żyjących głównie w otwartych wodach, takich jak tuńczyk, morszczuk, pollak, makrela… Takle można umieścić na dnie, aby łowić np. płaszczki, mureny, molwy… lub na powierzchni, aby łowić labraksa, tuńczyka i miecznika.  

Połów jest zazwyczaj wyładowywany na pokład w stanie żywym, co pozwala uzyskać rybę najwyższej jakości.  

Jeśli chodzi o selektywność, stosowanie odpowiednich przynęt i haczyków pozwala na połów docelowych gatunków o pożądanej wielkości. Jednak w niektórych sytuacjach takle dryfujące sprzyjają przypadkowemu połowowi innych, niepożądanych gatunków, ssaków morskich, a nawet ptaków morskich (np. w przypadku połowów antarktycznego halibuta). Obecnie bada się wiele rozwiązań mających na celu ograniczenie takich wypadków: urządzenia odstraszające ptaki, morświny…  

Pułapka lub kosz przeznaczony jest do połowu skorupiaków (krabów pająkowych, homarów, krabów morskich…), mięczaków z rodziny ślimaków morskich oraz głowonogów (ośmiornic, kałamarnic). Zasada działania polega na zwabieniu zwierzęcia za pomocą przynęty umieszczonej wewnątrz pułapki o sztywnej konstrukcji, pokrytej siatką lub siateczką. Zwierzę wchodzi do pułapki przez otwór w kształcie „rynny”, z którego bardzo trudno jest się wydostać. Wielkość i kształt pułapek mogą się znacznie różnić w zależności od gatunków, na które są przeznaczone.  

Wybór przynęty zależy od gatunku, na który się poluje. W przypadku rybaków zawodowych pułapka rzadko jest stawiana pojedynczo; zazwyczaj jest to kilkadziesiąt połączonych ze sobą urządzeń, zwanych „łańcuchem”.  

Zakładane na dno przez rybaków łowiących na sieci skrzynkowe, zazwyczaj mają niewielki wpływ na środowisko, a nawet pozwalają na wybranie podczas wyciągania na pokład osobników o największej wartości handlowej i wypuszczenie pozostałych z powrotem do morza.  

W przypadku wszystkich narzędzi biernych wpływ na dno morskie jest niewielki lub żaden. Jednak utrata lub porzucenie w morzu sieci, linek lub pułapek może mieć poważne konsekwencje dla środowiska morskiego. Narzędzia te, zwane „narzędziami-widmami”, będą bowiem nadal łowić ryby i stanowić zagrożenie w perspektywie średnio- i długoterminowej.  

W dzisiejszych czasach rybołówstwo nie sprowadza się już wyłącznie do „łowienia więcej, by sprzedawać więcej”. Wahania wielkości stad ryb i cen oleju napędowego mają ogromny wpływ na stabilność przedsiębiorstw rybackich. Liczne kryzysy ostatnich lat pokazują, jak ważne jest zmiana sposobu myślenia. Właściciel przedsiębiorstwa rybackiego musi obecnie uwzględniać różne aspekty zrównoważonego rozwoju: ekologiczne, ekonomiczne i społeczne.  

W zależności od stosowanej techniki połowowej zużycie energii przez statek może się znacznie różnić. Cena baryłki ropy naftowej oraz wprowadzenie podatku „węglowego” mają zasadnicze znaczenie dla rentowności statku. Obecnie stosunek wartości połowów do ich wielkości oraz odległość między obszarem połowowym a portem wyjścia to parametry, które kapitan statku bierze pod uwagę jeszcze przed opuszczeniem nabrzeża. Aby zmniejszyć zależność od cen ropy naftowej, przy projektowaniu nowych statków rozważa się alternatywne rozwiązania: napęd dieslowsko-elektryczny, techniki połowowe o mniejszym zużyciu paliwa (sieci duńskie itp.), hydrodynamika kadłuba itp.  

Z ekonomicznego punktu widzenia celem nie jest już dziś „poławianie większej ilości”, ale „poławianie w lepszy sposób”. Jakość i wartość dodana produktów morskich to dwa kryteria, które stały się kluczowe dla branży. Od kilku lat selektywność narzędzi połowowych jest jednym z głównych tematów badań naukowych. Rozważane są różne techniki: rozmiary oczek sieci, klapy ucieczkowe, nowe zestawy, bardziej wydajne sonary… Celem jest dokładniejsze ukierunkowanie połowów na konkretne gatunki i rozmiary osobników. 

W trosce o jakość produktu rybacy przechodzą coraz częściej szkolenia z zakresu zasad konserwacji: obchodzenia się z rybami, pakowania do skrzyń, chłodzenia lodem… Nowe statki uwzględniają te etapy, aby podnieść wartość produktów morskich. Proces wyładunku ryb został zoptymalizowany tak, aby jak najszybciej trafiały one do skrzyń w strefie chłodniczej. Luk ładunkowy jest maksymalnie wykorzystywany, aby jak najlepiej przechowywać produkty, które w zależności od rodzaju połowów mogą pozostawać na pokładzie od jednego do kilku dni. Techniki ewoluują: lód płynny zamiast lodu w płatkach do owijania ryb, równomierna temperatura między 0 a 2°C… Cel ekonomiczny pozostaje ten sam: możliwość sprzedaży produktów najwyższej jakości, za kilka centów więcej na aukcji.  
Jeśli chodzi o aspekt społeczny, chodzi o dostosowanie statków w celu poprawy warunków życia na pokładzie, zarówno w strefie „narzędzia połowowe/sortowanie/ładownia”, jak i w części „kajuły/kuchnia/jadalnia”. Bezpieczeństwo personelu i ergonomia statku stały się dwoma kluczowymi parametrami przy budowie statku.